środa, 27 grudnia 2017

Rozdział 1

     

"Wyimaginowane dolegliwości są nieuleczalne."

~~~~~~

   

 W
 niedzielne poranki uliczki Konohy świeciły pustkami, a każdy z mieszkańców odsypiał po pracowitej sobocie albo wylegiwał się na łóżku z uśmiechem, nie kwapiąc się do jakiegokolwiek zajęcia. Tak było i tym razem... Z małym wyjątkiem. Młoda kobieta w towarzystwie członka ANBU zmierzała w stronę siedziby Hokage. Starała się zachować pozory wyspanej i gotowej do pracy, jednak gdy tylko usiadła na krześle, jej głowa mimowolnie opadła i gdyby nie krzyki Tsunade, z pewnością by usnęła. Momentami miała ochotę rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko, gdzie nie będzie miała żadnych obowiązków. Jednak to pozostawało z sferze odległych marzeń. Z cichym westchnieniem uniosła powieki i zerknęła na towarzysza, który ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami, stał przed biurkiem. Arashi była niemalże pewna, że za chwilę, z tej na oko niewinnej kłótni, wywiąże się zacięta walka pomiędzy Piątą, a kapitanem jednej z drużyn ANBU.
- Z całym szacunkiem, ale wolałbym rozmawiać w tym momencie z Trzecim - granatowłosy wypowiedział to z takim spokojem, że nawet Budda mógłby się od niego uczyć. W niektórych sytuacjach skrajnie olewał zdanie Hokage i chyba zapominał o jej, jakże wybuchowym, charakterze. W tym samym czasie po pomieszczeniu rozniosło się szuranie krzesła, które po chwili wylądowało za oknem.
- Za chwilę będziesz mógł z nim porozmawiać!- ryknęła Tsunade nie zważając na to, że najprawdopodobniej słyszy ją cały budynek.  Czarnowłosa mając na uwadze cenny czas, którego była wówczas pozbawiana, odchrząknęła dość głośno, zwracając uwagę kobiety. Liczyła, że tym zagraniem uda jej się zakończyć tę bezsensowną wymianę zdań, która zawsze toczyła się tak samo. I o ile można było się przyzwyczaić do zachowania chłopaka, o tyle mógłby zachować się jak dorosły przy osobach na wyższych stanowiskach. Ale oczywiście musiał pozjadać wszystkie rozumy i nie dawać za wygraną.
- Wyrażam tylko swoją opinię – Arashi mruknęła pod nosem wraz z Yoruhą, który wzruszył ramionami. Dokładnie wiedziała, co się stanie później, więc odsunęła się w stronę okna, by przypadkiem nie znaleźć się w polu rażenia blondynki. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i zaczęła oglądać przedstawienie, ponieważ tylko to pozostało jej do roboty.
- Obiecuję, że któregoś pięknego dnia wylecisz z tej roboty, ale...
- Jestem zbyt dobry – uśmiechnął się złośliwie, rozkładając ręce na boki.
- Dość tego! – i w tym momencie kolejne biurko było do wymiany. Tylko Yoruha potrafił doprowadzić do tego, że przeciągu tygodnia, Tsunade musiała zmieniać biurko trzy razy.
- Hokage-sama, nie chciałabym się wtrącać, ale po co nas wezwałaś? – Uchiha stanęła przed pozostałościami mebla i zasłoniła przyjaciela, tak by nie był w zasięgu wzroku kobiety. Najwidoczniej sama twarz granatowłosego działała na nią, jak płachta na byka. Nic w tym dziwnego. Działał tak na połowę mieszkańców Konohy ze względu na swój cwaniacki styl bycia.
- Ah tak! – otrząsnęła się z amoku i spojrzała w oczy Arashi – W pobliżu wschodniej bramy zauważono kilku niezidentyfikowanych ninja. Są podejrzenia, że mogą być to łowcy głów lub nukenini. Zbierzcie resztę drużyny i sprawdźcie to. A! I nie atakujcie, póki nie będzie to konieczne.

~•~•~•~•~•~

Spotkali się poza murami wioski, przy jednym z ogromnych głazów, który służył im dosyć często jako miejsce zbiórki czy odpoczynku. Na grzbiecie skały stał oczywiście Yoruha i jako dumny dowódca mówił o czymś, co nie za bardzo interesowało resztę grupy, ponieważ byli oni pochłonięci swoimi zajęciami.  Arashi opierała się o konar pobliskiego drzewa i raz po raz przecierała ostrze swojej borni mimo, że błyszczała jak nowa. Miała idealne miejsce, z którego mogła obserwować innych. W cieniu Yoruhy siedziała Tsuki, którą Uchiha traktowała jak zagadkę. Nie wiedziała skąd pochodzi, jak nazywa się naprawdę, ile ma lat. Tak naprawdę nikt nie znał czerwonowłosej i jej zwierzaka – Akumy. Czarny lis przez cały czas siedział na kolanach dziewczyny, która drapała go za uchem. Kawałek dalej stała Sachiko i zbierała jakieś zielska, które dla reszty drużyny zwykle wydawały się niepotrzebne.

Kiedy Seishin skończył jakże ciekawy monolog, zarządził rozpoczęcie misji, które spadło na jego towarzyszki jak zbawienie. Ucieszone faktem, że w końcu mogą się ruszyć, oderwały się od tego, co do tej pory robiły i w końcu skupiły uwagę na kapitanie, jednak nie na długo, ponieważ już po chwili rozproszyli się, by zacząć przeszukiwać teren. Żadne z  nich tak naprawdę nie wiedziało dokładnie kogo lub czego mają szukać. Zdali się na własną intuicję, a także wyszkolenie. Niestety nic nie wskazywało na to, aby ktokolwiek kręcił się w pobliżu wioski dlatego też lider wydawał się być niepocieszony brakiem możliwości wykazania się. Zdawał sobie sprawę, że Hokage znów zacznie mu suszyć głowę, na co nie chciał pozwolić i kiedy reszta drużyny chciała wracać na odpoczynek, zatrzymał ich.  Akuma o mało nie pogryzła granatowłosego, a i na to samo miała chyba ochotę jej właścicielka, ponieważ warknęła dosyć głośno gdy usłyszała zakaz. Sachiko natomiast mruknęła niezadowolona pomimo tego, że nie posiadała odwagi by powiedzieć, co myśli na głos. Tylko Arashi zaczęła wyklinać przyjaciela, tak aby ją usłyszał. Zmęczenie zaczynało dawać się jej we znaki, a odpoczynek – nawet krótki – stałyby się wybawieniem. Rzadko dochodziło do sytuacji, w których dziewczyna irytowała się tak bardzo, jednak co raz częściej zdarzało się to podczas spędzania zbyt długiego czasu razem z Yoruhą. Od kilku ostatnich misji coś pomiędzy nimi iskrzyło i to wcale nie była miłość. Młody mężczyzna zaczął za bardzo się starać by dopiec Tsunade, co w rzeczywistości nie wychodziło na dobre żadnej ze stron. Konflikt ze swoim przełożonym z reguły równa się ze stratą stanowiska. Jemu udawało się zachować pozycję tylko i wyłącznie dlatego, że zawsze wracał z tarczą.  Oczywiście odbijało się to na zdrowiu oraz funkcjonowaniu jego drużyny, ale nie zwracał na to uwagi, gdyż skupiał się na stołka. Uchiha widziała w nim tylko egoistycznego dupka i mimo tego, że się przyjaźnili, dosyć często kłócili się właśnie o jego nieodpowiednie zachowanie względem innych, ponieważ dziewczyna potrafiła to jeszcze znieść, tak inni zaczynali mieć go po prostu dosyć.
- Zamknij się już! – ryknęła tak głośno, że ptaki z okolicznych drzew odleciały – Nie mogę znieść tej twojej paplaniny na temat, że na pewno ktoś tu jest. Przeszukaliśmy dosyć spory obszar i żadne z nas niczego nie znalazło. Może więc wrócimy, odpoczniemy i jutro wznowimy poszukiwania – ściszyła swój głos. Yoruha przez chwilę wpatrywał się w kunoichi, analizując każde jej słowo.
- Jutro może już być za późno. Skończymy to jeszcze dzisiaj – rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu. Podszedł do Arashi i zaczął mierzyć się z nią wzrokiem. Zapomniał, że to ona ma przewagę w tego typu potyczkach.
- Zrozum, że to nie ma sensu – stuknęła go w bark – Jeżeli ktoś się tu kręcił, to dawno sobie odszedł.
- Równie dobrze może się ukrywać – mruknął cofając się o krok
- Mamy w grupie tropiciela, sądzisz, że niczego by nie wyczuła? – Arashi zmarszczyła brwi i przelotnie spojrzała po twarzach pozostałych. Pomimo tego, że zapadła już noc, dokładnie widziała nadzieję, która malowała się w ich oczach.
- Róbcie, co chcecie – machnął ręką z rezygnacją. Sachiko klasnęła w dłonie, a Tsuki podniosła z ziemi swojego pupila i zaczęły powoli kierować się w stronę Konohy. – Ja zostaję.
- Ty sobie żartujesz – Uchiha spojrzała na niego spode łba. W tym momencie jedyne na co miała ochotę to zawiązanie mu strun głosowych, aby choć na chwilę zamknął się i może przemyślał, co mówi.  Jednak Yoruha pokręcił przecząco głową i odwrócił się plecami do dziewczyny. Momentalnie poczuł jak jej ręką ląduje na jego włosach. Pociągnęła go w swoją stronę przy okazji odwracając – Szacunku trochę. Z kobietą rozmawiasz – wycedziła przez zęby.
- A ty ze starszym. Też lepsza nie jesteś – chwycił jej nadgarstek i odtrącił po czym chwycił za kawałek materiału bluzki dziewczyny. Ta nie pozostała jednak dłużna i równie szybko odepchnęła go od siebie. Wszystko wskazywało, że za chwilę sięgną po broń. Dla reszty drużyny nie była to nowość, ponieważ nie pierwszy raz Yoruha i Arashi ścierali się ten sposób, ale pierwszy raz kiedy w ogóle nie zwracali uwagi na otoczenie.
- W porządku… Tylko, że to nie ja nie biorę pod uwagi stanu fizycznego swoich przyjaciół – fuknęła, wyciągając z kabury kunai.
- A wy jesteście takie biedne i poszkodowane – przewrócił oczami czym jeszcze bardziej zirytował młodą Uchihę – No śmiało, zaatakuj swojego dowódcę.
- Wal się – prychnęła, rzucając ostrzem w jego stronę, jednak tak, by odciął mu jedynie kilka kosmków włosów.
- Coś ci się celność zepsuła… Ale przecież jesteś
- Zawrzyj się! Ktoś nas obserwuje – do akcji wkroczyła Tsuki, która stanęła między dwójką shinobi – Zauważyła to nawet Sachiko, a wiecie jaki z niej sensor.

Oboje w jednym momencie się uspokoili i zaczęli rozglądać. Czarnowłosa również wyczuła czyjąś obecność i spojrzała w tamtym kierunku.  Faktycznie za drzewami skryło się trzech ninja. Tsuki zdążyła przeanalizować ich natury i jedyne, co wywnioskowała to, to że nie należy ich lekceważyć. Całkiem dobrze zamaskowali swoją obecność, jednak nie tyle, by nie zostać wykrytym. Yoruha stanął przed Arashi gotowy do walki, natomiast ona sama wysunęła się lekko w lewą stronę, by się odsłonić. Czerwonowłosa stanęła za nimi, a jej zwierzak podbiegł do medyczki, która ustawiła się na samym końcu.  Nie chcieli atakować jako pierwsi i nie mogli. Szczęście w nieszczęściu, nie musieli długo czekać.  Atak nadszedł z góry, rozrzucając ustawienie. Na ziemię spadło kilkadziesiąt, jak nie więcej, senbonów. Musieli przyznać, że dość marny sposób na rozdzielenie grupy, a okazał się skuteczny.  W tym samym czasie za plecami Sachiko pojawił się wróg i gdyby nie szybka reakcja Akumy, dziewczyna mogłaby nie zdążyć odpowiednio się obronić. Jednakże wystarczyło tylko, że się odwróciła, a jej przeciwnik zniknął. Pojawił się natomiast za Yoruhą i rozpłynął się w ten sam sposób, wystarczyło tylko na niego popatrzeć.  Pierwszym, ostatnim i w miarę sensownym powodem, który przyszedł do głowy Arashi, dla którego agresorzy starają się nie ujawnić, była możliwość rozważania ucieczki przez nich. Szybko jednak wyrzuciła ten pomysł, mimo wszystko ta chwila wystarczyła, by została zaatakowana. Zablokowała cios, a przynajmniej przez chwilę tak się jej wydawało. Kiedy spojrzała w dół, zobaczyła katanę wbitą w brzuch. Upadła na kolana, ale nie poczuła żeby krew gdziekolwiek spływała. Zdecydowała się na dość radykalny ruch i nie do końca przemyślany ruch. W momencie, w których Sachiko znalazła się przy niej, złapała za rękojeść i wyciągnęła ostrze.  Zdała sobie sprawę, że to iluzja. Problem tkwił tylko w tym, że jej ciało w rzeczywistości odmówiło posłuszeństwa.

~~~~ 
Od Autorki: Wybaczcie moją długą nieobecność. Przyznam się, że moja depresja osiągnęła w pewnym momencie, jak ja to nazwałam, stan krytyczny. Miałam nadzieję, że kolejne blogi dodadzą mi chęci, że zbiorę się sama w sobie i w końcu coś nabazgram. Jednak nic mnie nie motywowało. No, ale miejmy nadzieję, że ten etap jest już za mną, bo jak na razie chęci mi wróciły. 
Rozdział jest krótki i niesprawdzany, ale naprawdę chciałam coś już wrzucić. Sprawdzę i poprawię w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest  ^.^
 PS. Przepraszam za wszystkie błędy.